Witam Cię w 70 odcinku podcastu WIĘCEJ NIŻ FOTOGRAFIA.

 

Mówienie o wtopach i błędach w dzisiejszych czasach kreowanej idealności nie jest modne, ale przecież każdy z nas jest człowiekiem i każdy z nas je popełnia. Nikt nie jest idealny i trzeba sobie to powiedzieć głośno, ja też nie jestem. Kiedyś nie przeszłoby mi to przez gardło, ale teraz chyba już do tego dorosłam i wiem, że wpadki i błędy są wpisane w nasze życie.

A jeśli wyciągniemy z nich odpowiednie wnioski, to mogą być trampoliną do największych zmian w naszym życiu. Dlatego w dzisiejszym odcinku opowiem Ci o 5 NAJWIĘKSZYCH WTOPACH PODCZAS MOICH SESJI ZDJĘCIOWYCH, które miałam do tej pory. Każda z nich to osobna historia, osobna lekcja, która zostanie ze mną na zawsze. 

 

Każda z nas popełnia błędy, nie ma co się tym martwić, ważne, żeby tak jak mówi napis na tabliczce, o której mówię w tym odcinku:

NIE POPEŁNIAJ CAŁY CZAS TYCH SAMYCH BŁĘDÓW, BĄDŹ KREATYWNA ZACZNIJ POPEŁNIAĆ NOWE.”

I to jest najważniejsze, a jeśli połączysz to z przesłaniem 4-letniej Julki BAWMY SIĘ, ZANIM SIĘ ZESTARZEJEMY , to już jest przepis na dobre życie i właśnie takiego życia, Tobie i sobie życzę.

 

O CZYM POSŁUCHASZ W TYM ODCINKU:

  • dlaczego zawsze warto sprawdzać nowe eksponaty przed sesją, 
  • dlaczego podczas sesji zimowej trzeba chodzić tylko znanymi ścieżkami, 
  • dlaczego warto zadbać o odpowiedni strój podczas sesji zimowej, 
  • dlaczego zawsze podczas sesji ze zwierzętami właściciel zwierzaka powinien być w pobliżu, 
  • dlaczego nie zakładamy dżinsów na sesję w śniegu, 
  • dlaczego opiekun dziecka powinien śledzić dziecko krok w krok, 
  • dlaczego kocham konie, a boją się baranów, 
  • dlaczego watro wyciągać wnioski z popełnionych błędów. 

 

Daj mi znać, jakie Ty miałaś największe WTOPY podczas sesji zdjęciowych😊

 

Ściskam bardzo mocno, do usłyszenia za tydzień!

Basiolandia 🌸

 

JEŚLI CHCESZ MNIE ODWIEDZIĆ TO ZAPRASZAM CIĘ DO MOICH MIEJSC W SIECI

✔  FACEBOOK: BASIOLANDIA.FB

✔  INSTAGRAM: BASIOLANDIA.IG

✔  STRONA WWW: BASIOLANDIA.STRONA

✔  YOUTUBE: BASIOLANDIA.YOUTUBE

ZAPRASZAM CIĘ DO MOJEJ GRUPY NA FB: BASIOLANDIA.GRUPAFB.  Będziemy tam rozmawiać o tematach poruszanych w podcastach i nie tylko.

GDZIE MOŻESZ SŁUCHAĆ MOJEGO PODCASTU

🎤 na moim kanale YouTube :BASIOLANDIA.YOUTUBE

🎤 katalog w iTunes: BASIOLANDIA.ITUNES

🎤 spotify: BASIOLANDIA.SPOTIFY

🎤 wyszukanie frazy „WIECEJ NIŻ FOTOGRAFIA” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie

 

TRANSKRYPCJA ODCINKA:

Dzień dobry. Tu Basiolandia. Witam cię w 70 odcinku mojego podcastu Więcej Niż Fotografia.

To dla mnie niesamowite, że spotykamy się już 70 raz! Pamiętam jak nagrywałam pierwsze odcinki i patrząc na innych podcasterów lub podcasterki, myślałam wtedy z podziwem, że „Wow, 70 albo 100 odcinków. Jesteście niesamowici”. To było dla mnie takie odległe. Teraz sama nagrałam taką audiotekę i mogę sobie przybić piątkę, mówiąc „Brawo Basia. Dobra robota”. Zastanawiałam się co mogę w tym jubileuszowym odcinku powiedzieć. Przejrzałam sobie tytuły poprzednich odcinków i okazało się, że opowiadałam wam o wielu tematach istotnych, ale także o tych około fotograficznych. Doszłam do wniosku, że poruszyłam wiele kwestii.

Zauważyłam też, że nigdy nie było o błędach, wtopach i wpadkach na sesjach. Takie oczywiście były, bo jestem zwykłym człowieczkiem, który się myli i popełnia błędy.

To czego się nauczyłam pracując 6 lat jako fotografka, pozwoliło mi wciągnąć wnioski i nie powielać przeszłych błędów. Kiedyś, podczas wizyty u fizjoterapeuty, zauważyłam tabliczkę z hasłem „Bądź oryginalna. Nie popełniaj starych błędów. Zacznij popełniać nowe”. To hasło zostanie ze mną na zawsze, bo jest super. Niesamowite, żeby ze starych błędów wyciągać wnioski, zapomnieć o nich i być kreatywną, ewentualnie popełniając nowe.

 Stwierdziłam, że dziś, podzielę się z tobą, 5 wpadkami, które przydarzyły mi się podczas sesji.

Być może, pomoże to tobie, w wyciągnięciu wniosków do przodu i nie będziesz popełniać moich wpadek. Zaraz opowiem o tych 5 niesamowitych historiach, a ty po ich wysłuchaniu, wejdziesz w nowy tydzień z optymizmem i trochę się pośmiejesz.

To czego ja się nauczyłam, to to, żeby nauczyć się śmiać i bawić w życiu.

Wzięło się z tekstu 4 letniej dziewczynki Julki, która w święta Wielkanocne w tym roku, powiedziała „Chodźcie się bawić, zanim się zestarzejemy”. I to jest dla mnie mistrzostwo świata. Mocno zapadło mi to w serce, bo teraz gdy zaczyna mnie coś trapić, przypominam sobie te wielkie brązowe oczy, które patrzą z naturalnością i przekonaniem. Ona wypowiedziała te słowa całą sobą. „Chodźcie się bawić, zanim się zestarzejemy” – to jest clue wszystkiego. Żeby się dzisiaj zabawić opowiem ci właśnie o moich wpadkach.

Mam nadzieję, że będzie wesoło i unikniesz na swoich sesjach moich wpadek.

Dodatkowo jestem bardzo pozytywnie nastawiona po 2 dniach, które spędziłam w plenerze na sesjach. Było mi to bardzo potrzebne. Jeśli chcesz to dziś podzielę się tym optymizmem z tobą. Weź filiżankę ulubionej herbaty, wody lub kawy i zapraszam do słuchania. Zaczynamy!

Nie będę mówiła o rzeczach oczywistych tj., że zapomniałam zabrać na plener karty pamięci lub dodatkowej baterii. To się zdarza śmiertelnikom.

Nie ma w tym nic szczególnego, zwłaszcza jak zaczynasz. Ja na szczęście byłam blisko domu, więc szybko wróciłam i nie zdarzyło się nic złego. Każdy z nas to przerabiał i możemy sobie przybić piątkę. Wystarczy zrobić sobie checklistę. Ja taką dla ciebie zrobiłam i możesz ją pobrać w 68 odcinku podcastu. Będziesz wtedy zawsze przygotowana. Chcę się dziś skupić na historiach nieoczywistych.

Wpadka 1. Nazwałam ją złamane sanki. Sytuacja miała miejsce zeszłej zimy, także jest dość świeża.

Jak wiemy, zima była piękna. Ja niestety nie miałam sanek, gdyż poprzednie mi się wysłużyły. Pojechałam więc do sklepu ogrodniczo-gospodarczego i kupiłam przepiękne sanki. Miały drewniane siedzonko, a płozy z pięknie powywijanego metalu. Estetycznie, wizualnie petarda. Wyczekałam odpowiedni moment, gdy śnieg pojawił się na drzewach. Julinka (moja testowa modelka) była już odpowiednio, ciepło ubrana, a wszystko było dogadane. Przedzieramy się przez zaspy, drążymy tunel, aby dotrzeć w odpowiednie miejsce, bo śniegu było po kolana itd.

Kładę sanki w śniegu i gdy dziewczynka siada na na sankach, to nagle nagle ciach-ciach i sanki się łamią.

Nic wielkiego się nie wydarzyło, bo nie chodzi o to, że ona wpadła przez drewno do środka. Po prostu płozy się rozjechały. To dowodzi tego, że to były sanki dekoracyjne, a nie przeznaczone do utrzymania 15kg żywej wagi Julinki. Było śmiesznie i nic się nikomu nie stało, tylko Julinka usiadła pupą bardziej w śnieg.

Po każdej wpadce wciągnę wniosek, który będzie puentą.

Nowe rekwizyty testujemy na sesjach próbnych, a nie na zdjęciach z klientami.

Wpadka 2. Kolejna historia także wydarzyła się w zimę. Było to około 5 lat temu, gdy zaczynałam.

Nie miałam wtedy pojęcia, że ważne są rodzaje materiałów, z których mamy ubrania, by było nam ciepło. Nie myślałam też, że muszę o siebie zadbać gdy idziemy na sesję. Oczywiście od strony modeli, wszystko było przemyślane i zabezpieczone, ale nie pomyślałam o sobie. Zima była piękna, wszędzie idealny śnieg. Słowem wszystko jak w bajce. Szybko ogarnęłam modelki, miejsce i pojechałyśmy. Cały scenariusz był idealny. Działałam w adrenalinie, w tym amoku, że będą piękne zdjęcia, które już widziałam oczami wyobraźni.

Wpadam w śnieg po kolona, potem po pas i działam. Widzę wspaniałe zdjęcia w aparacie. No mistrzostwo świata. Cały czas robiłam zdjęcia, ale zaczęłam czuć, że zimno mi w nogi i coraz ciężej mi się poruszać.

Pomyślałam wtedy „Basia, nic się nie dzieje. Najważniejsze, żeby zrobić zdjęcia”. Po sesji modelki zaczęły się ubierać i wchodzić do samochodu, a ja zauważyłam, że nie do końca mogę poruszać nogami. Nie ubrałam żadnych specjalnych ciuchów, spodni narciarskich, nieprzemakalnych i ciepłych. Miałam na sobie jeansy! Pod nimi miałam termiczną bieliznę, ale jak weszłam w śnieg i zaczęłam się w nim tarzać – tak to u mnie wygląda na sesjach – to pod wpływem mojego ciepła on zaczął się topić. Moje jeansy zaczęły to wchłaniać i przy temperaturze ok. -11 – -13, zaczęły mi zamarzać nogi. Nie mogłam się ruszyć. To była masakra.

Potem to odchorowałam. Dodatkowo zostałam sama, bo modelki pojechały do domu z mamą.

Jakoś wyszłam ze śniegu, doszłam do samochodu i pamiętam ten ból, kiedy nogi zaczęły mi odmarzać. Czułam jakby mrówki chodziły mi po nogach, albo jakby ktoś wbijał w nie igły. Coś okropnego, nie polecam nikomu. Przez swoją głupotę, mogłam sobie zrobić krzywdę. Przez kolejne dwa tygodnie bardzo intensywnie chorowałam. Na szczęście nie miałam odmrożeń, ale pierwszy raz w życiu miałam coś takiego, że moje jeansy i bielizna zamarzły jak skorupa. Do auta szłam jak kaczuszka.  O tyle dobrze, że sesja odbyła się w lesie i gdy weszłam do samochodu, zdjęłam spodnie i getry, włączyłam ogrzewanie na full i w bieliźnie wróciłam do domu. Potrzebowałam około 30 – 45min z włączonym ogrzewaniem, żeby w ogóle w miarę dojść do siebie i ruszyć z tego lasu. To było bardzo głupie. Żadna adrenalina i zdjęcia nie są tego warte.

Na koniec morał jak w dobrej bajce. Podczas sesji zimowych dbaj nie tylko o modeli, ale także o siebie.

Zainwestuj w dobre, ciepłe buty, bieliznę termiczną i ciepłe, nieprzemakalne spodnie. Ja już to wszystko mam, ale to zdarzenie, pozostanie mi w głowie i sercu na długo. Nie popełniaj moich błędów, bo ten ból jest nieporównywalny prawie z niczym.

Wpadka 3. W związku z tym, że mieszkam w Norwegii i zima trwa tu pół roku, ta wpadka również będzie zimowa.

Dotyczy ona sesji ciążowej. Sytuacja miała miejsce jakieś 3 lata temu. Znałam już wtedy Michasia i razem pojechaliśmy na tę sesję, do lasu niedaleko moich klientów, którzy wcześniej wysłali mi zdjęcia z tego miejsca. Zdecydowałam się na to, bo tam zima była po prostu piękniejsza. Warunki cudowne, wszystko dopięte na ostatni guzik. Idziemy przez las, ja robię zdjęcia, a Michaś chciał nagrać spektakularne Instastory. Wyobraź sobie tę sytuację. Jest odśnieżona droga pośrodku lasu, taka nartostrada, a po bokach jest biało i wystają tam mniejsze i większe drzewa.

Ja wiem, że gdy nie znam otoczenia, to nie schodzę ze ścieżki, bo nie wiem co tam może być.

Ale Michaś tak bardzo chciał nagrać piękne ujęcie, że zszedł ze ścieżki. Nagle usłyszałam takie „o rany!”, patrzę, a Michasia do połowy nie widać. Jak się cofał, to wpadł do jakiegoś jeziora lub stawu, którego przez leżący śnieg, nie było widać. Dobrze, że na sesji był tata (mężczyzna) i on wyciągnął całego mokrego Michasia za ręce.

Mogło by być różnie gdybym była tam sama.

Na pewno było by mi ciężej go samemu wyciągnąć. Cała sytuacja skończyła się dobrze, bo nikomu nic się nie stało, ale strachu było dużo. Od razu zaprowadziliśmy go do samochodu, a mój klient pożyczył mu swoje spodnie i buty. Na szczęście było to pod koniec sesji, więc zdjęcia miałam już zrobione i mogliśmy pojechać do domu. Gdyby jednak to zdarzyło się wcześniej, to ważniejszy byłby Michaś i opanowanie tej sytuacji niż sesja.

Morał jest taki, żeby w zimie w plenerze, trzymać się miejsc, w których wiemy co jest pod spodem.

Teren przysypany śniegiem wygląda zupełnie  inaczej i nie wiemy co jest pod białym puchem. Moment nieuwagi i może stać się dramat. U nas tego dramatu nie było, ale i tak było dość niebezpiecznie.

Wpadka 4. Wychodzimy teraz z klimatów zimowych i idziemy do wiosny.

Mam kilka sprawdzonych miejsc plenerowych, takich pewniaków. Wiem gdzie, kiedy i co kwitnie, jakie mam warunki w danej porze roku itd. To był taki park i poszłam tam na sesję próbną. Mam to szczęście, że moja siostra i jej córka Julinka, jeżdżą ze mną i mogę robić im zdjęcia. To była niedziela. Dziewczyny przygotowane, w sukienkach. Michaś też był w grupie wsparcia i pojechaliśmy na sesję „Jula w fontannie”. Najpierw zrobiłam zdjęcia mamy z córką, bo tak miałam zaplanowane, a potem samej mamie, sesję kobiecą. Układ był prosty, wszyscy wiedzieli co robić. Ja ogarniam siostrę i zdjęcia, a Michalinek miał jedną ważną funkcję, czyli pilnować Juli.

Robię zdjęcia, a tu nagle słyszę „Plusk!”.

Odwracam się i widzę, że Jula stoi w fontannie, a Michalin biegnie do niej krzycząc „Jula!”. Na szczęście wody w fontannie było tylko do kostek i nic się nie stało. Jednak było już po sprawie. Jula się bardzo cieszyła, ale mokre buty, zakończyły sesję, bo w Norwegii, koniec wiosny/początek lata nie zwiastuje gorąca. Norwegowie jak tylko robi się cieplej, to się od razu kąpią, ale polskie dziecko… Julince było radośnie. Mamie trochę mniej. Szybko się ewakuowaliśmy do samochodu, żeby Julę ogrzać.

Morał jest taki, że osoba (wiem Michaś, że to składasz), która ma pod opieką dziecko, musi je bardzo pilnować.

Tu nie było nawet zagrożenia dla dziecka, ale zaplanowane elementy sesji już się nie odbyły. Dobro i zdrowie dziecka były ważniejsze niż to, żeby dalej robić zdjęcia. Gdyby to było lato i ona była z bosymi stópkami, to by nie było problemu, ale w tym wypadku było już po sesji. Pilnujcie swoich modeli, żeby ktoś nie zrobił lądowania w fontannie, potoku lub strumyku.

Wpadka 5. Ta historia będzie najbardziej dramatyczna.

Od razu powiem, że nic się nikomu nie stało, ale gdy to wspominam, to aż mam ciarki na plecach. I to nie są ciarki pozytywne, związane z podekscytowaniem. Już opowiadam. Zanim się przeprowadziłam do lasu gdzie teraz mieszkam, to mieszkałam w innym lesie, gdzie wynajmowałam połowę drewnianego domku. To była część gospodarstwa, w którym były konie, owce i koty. Mieszkałam tam 2 lata, a z właścicielami byłam w cudownej relacji, do tego stopnia, że zaczęli mnie traktować jak córkę. Fantastyczny czas. Zwierzęta mnie znały, a ja znałam całe gospodarstwo. Sytuacja miała miejsce 5 – 6 lat temu, kiedy zaczynałam karierę fotografki. Jedną z osób, która zgadzała się wtedy na moje szaleństwa plenerowe, była moja siostra. Mam szczęście, bo jest ładna i bardzo ugodowa, więc bardzo często pozytywnie to wykorzystuję.

Pomyślałam, że super wyzwaniem dla mnie będzie sesja z koniem, której wcześniej nigdy nie robiłam.

W gospodarstwie był koń Eryk. Przecudowny koń, który był wykorzystywany do terapii dzieci. Uwielbiał ludzi, a ja wiedziałam, że jest bezpieczny. Właściciele wiedzieli, że chcę zrobić zdjęcia i miałam zgodę. Przemyślałam wszystko i wzięłam suchy chleb, żeby mieć kartę przetargową u Eryka. Plan był super, ale nie przewidziałam jednak rzeczy. Z perspektywy czasu, uważam, że mogłam to przewidzieć, ale wtedy byłam tak przejęta, że mam zrobić zdjęcia z koniem, że przysłoniło mi to cały świat. Przygotowałam dla siostry sukienkę, fryzurę i cały makijaż. Wzięłyśmy chleb i poszłyśmy do zagrody. Okazało się, że koń był w zagrodzie z ok. 10 owcami. To nie przeszkadzało, bo te owce też ładnie wpasowałyby się w klimat, a poza tym też lubią chleb.

Dopóki miałyśmy pokarm, mogłam robić zdjęcia, ale gdy jedzenie się skończyło, zaczęło być nieprzyjemnie. Eryk to zrozumiał, ale nie spodobało się to jednemu baranowi.

Miał wielgachne rogi. Takie wielkie, kręcone jak w bajkach. To nie była owieczka do przytulania, tylko taki złośliwy baran, który mówi wzrokiem „Zaraz zrobię ci coś złego”. Wysypałam z siatki wszystkie okruszki, ale one nie zadowoliły pana barana. Wyrzuciłam reklamówkę poza ogrodzenie, a on zaczął mnie przepychać rogami. Starałam się miło pokazywać i tłumaczyć, że nie mam już chleba, ale jemu to się bardzo nie podobało. Cofnął się i wziął rozbieg w moją stronę. Barany najsilniejszą mają głowę i rogi i nimi chciał mnie zaatakować. Mój strach w oczach był ogromny. Siostra stałą trochę dalej, ale obydwie byłyśmy w niebezpieczeństwie.

Możesz mi wierzyć lub nie, w tym momencie uratował nas koń.

Gdy baran się rozpędził, to Eryk stanął między nami i odepchnął go pyskiem. Byłam bardzo roztrzęsiona, a baran wstał, otrzepał się i dalej chciał atakować. Wtedy koń, autentycznie, podprowadził nas do ogrodzenia i przeszliśmy do innej zagrody, w której nie było baranów. Ten strach i tego barana biegnącego na mnie, zapamiętam do końca życia. Uratował nas Eryk, więc nie zgadzam się, gdy ktoś mówi, że zwierzęta są głupie. Nigdy się nie zgadzałam, ale po tej sytuacji jestem tego pewna. Można powiedzieć, że nic by się nie stało, gdyby ten baran we mnie wpadł, ale ja dziękuję za takie atrakcje. Nie polecam nikomu. W ramach podziękowania Eryk dostał dużą nagrodę, w postaci uścisków, całusów, chleba i marchewki.

Jednak cała ta sytuacja była straszna i niebezpieczna. Nie można jej porównać z tymi historiami, które wymieniłam wyżej.

Zwierzę może nam zrobić krzywdę, jeżeli się wkurzy lub pomyśli, że jesteśmy zagrożeniem. Nie wiem co miał w głowie ten baran. Myślę, że chodziło mu o to, że po prostu skończył się chleb i uznał to za dobry powód, żeby nas zaatakować. Uratował nas koń Eryk. Gdybym była tam sama i opowiadało komuś o tym, to mogłabym usłyszeć „Pff, daj spokój, takie rzeczy to tylko w bajkach”. Po całym zajściu zapytałam siostrę, czy też to widziała, że koń nas uratował. Ona była w takim samym szoku jak ja, więc mam potwierdzenie, że tak naprawdę było. Jak się uspokoiłyśmy, to dokończyłyśmy sesję i mam piękne zdjęcia mojej siostry z Erykiem.

Morał z tej historii jest taki, żeby nigdy, przenigdy nie wchodzić do zagrody ze zwierzętami, których nie znamy. To po pierwsze.

A po drugie, żeby nie wchodzić do zagrody bez właścicieli. To bardzo ważne. W mojej sytuacji właściciele mieli takie zaufanie, że nawet nie musiało ich tam być. Jednak z perspektywy widzę, że lepiej poprosić właściciela zwierząt, jakichkolwiek, żeby z nami był. On wie jak się zachowują jego zwierzęta, bo je zna.

Mam nadzieję, że te historie momentami śmieszne, a czasami nie, będą pouczające i podpowiedzą czego nie robić i na co uważać.

Każdemu zdarzają się wtopy i błędy, ale najważniejsze jest to, żeby nie popełniać starych błędów, tylko być kreatywnym i zacząć „popełniać nowe”. Oczywiście to z przymrużeniem oka, ale wiesz, o co chodzi. Jak sobie tak przypominam te moje wpadki, to dochodzę do wniosku, że to są bardzo pouczające sytuacje i z każdej z nich wyciągnęłam wnioski. Jestem ciekawa, czy ty też miałaś takie wtopy, które utkwiły ci w pamięci i dały nauczkę.

Jeżeli tak, to napisz do mnie. Może masz jakieś doświadczenie, z którego ja wyciągnę jakąś naukę na przyszłość dla siebie.

Napisz do mnie w prywatnej wiadomości, na maila (basiolandia.akademia@gmail.com) lub w komentarzu. Bardzo lubię czytać wiadomości od was. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się tym odcinkiem u siebie, że go słuchasz i np. umila ci czas podczas aktywności dnia codziennego. Doceniam oznaczenia, że mnie słuchacie i że moje treści są dla was wartościowe.

Czekam na znaki. Ściskam bardzo serdecznie i do usłyszenia już za tydzień.

Basiolandia